Moje pieski się nie dogadują, co teras



Sama tego doświadczyłam, więc znam moment kiedy w umyśle opiekuna pojawia się myśl o kolejnym (drugim, trzecim, dziesiątym) psie albo o konkretnym kolejnym psie, kiedy po prostu człowiek się zakochał.

W naszmy domu przeszliśmy przez pięć łączeń i to całkiem spora liczba nowych psich znajomości, żeby mieć na ten temat coś do powiedzenia. Na potrzeby tego wpisu przeanalizuję wprowadzenie każdego nowego lokatora krok po kroku, razem ze wszystkimi trudnościami, którym musieliśmy stawić czoła.

Rozdział pierwszy - Kiedy Brokuł poznał Chałkę

Tak naprawdę druga suka miała nazywać się Cukinia i wypatrzyłam ją w tym samym schronisku, z którego mamy Brokuła. Krążyliśmy wokół jej adopcji przez kilka tygodni, aż w końcu pojechaliśmy na spacer zapoznawczy. Bez naszego psa, bo niedźwiadek był wtedy kastrowany trzy kilometry dalej. O Cukinii wiedzieliśmy, że jest "dominująca", ale miałam wtedy psa od dwóch miesięcy i nie miałam pojęcia co to znaczy. Trochę poczytałam o tym jak zapoznawać ze sobą psy i jakie są możliwe zagrożenia, a potem pojechaliśmy do schroniska razem z całym bagażnikiem darów losu z mojej urodzinowej zbiórki. Wyobraźcie sobie mój szok i smutek, gdy dowiedziałam się, że Cukinia została adoptowana parę dni wcześniej. Co ważne - w trakcie kwarantanny. Bardzo próbowałam samą siebie przekonać do wyboru jakiegoś innego z 250 psów, ale nie potrafiłam. W drodze powrotnej znalazłam w internecie zdjęcie Chałki i następnego dnia pojechaliśmy do schroniska na spotkanie próbne.

Chałka była kompletnie nie w moim stylu i reprezentowała wszystko czego nie lubię w psach. Na solowym spacerze była dość apatyczna, na spacerze z Brokułem w sumie też, ale elo, pieski się nie pogryzły, biere. Podpisaliśmy umowę, załadowaliśmy psy do auta, Narzeczony odpalił silnik i wtedy Brokuł zaczął na nią szczekać. Pierwszy raz widzieliśmy, jak nasz pies się na kogoś denerwuje. Przesiadłam się do tyłu między nie i jakoś dojechaliśmy do domu.

Brokuł, delikatnie mówiąc, nie był zachwycony. Szczekał na nią kiedy wchodziła do kuchni albo kiedy chciała napić się wody. Wstawiliśmy do łazienki drugą miskę, ale z perspektywy czasu to był mocno średni pomysł, bo mógł ją tam zagonić i odciąć jej drogę. Na nasze szczęście Chałka miała to wszystko bardzo głęboko w jelicie grubym i psy się "dogadały" jakoś po dwóch tygodniach.

Rozdział drugi - Brokuł i Chałka poznają Sufleta

Suflet rozkochał mnie w sobie od pierwszego wejrzenia. Cudowny, duży pies. Przepiękny. Lękowy, ale proludzki. Tym razem podeszłam do sprawy solidniej, bo to jednak trzeci pies na chacie. Zrobiliśmy kilka spacerów zapoznawczych, podczas których spokojnie mogłam prowadzić całą trójkę jedną ręką. Udało nam się też zapakować całą trójkę na tylną kanapę auta i przewieźć kawałek bez problemu. Pozostało podpisać papiery i zabrać Sufleta do domu.

No i dwanaście godzin później byliśmy znowu pod bramą schroniska. Nie potrafię opisać tego, co wtedy czułam, ale o ile cała trójka bez problemu się dogadywała poza domem, tak w domu, a w zasadzie niewielkim mieszkaniu, Brokuł i Suflet próbowali się pozabijać. Gdybym miała większy metraż do dalibyśmy radę, ale w naszym mieszaniu typu loft, w sensie że bez drzwi, było naprawdę na tyle źle, że miałam pogryzioną rękę i nawet nie jestem pewna kto mi przywalił. Spapraliśmy adopcję. Po fakcie dowiedziałam się po cichu, że schronisko zataiło jedną dość istotną informację która miała związek z zachowaniem Sufleta, ale powinnam wiedzieć lepiej.

Rozdział trzeci - Brokuł i Chałka poznają seniorkę Karmę

Po doświadczeniach z Sufletem byłam dużo mądrzejsza i kiedy zapragnęłam Karmy w moim domu, podeszłam do zapoznania Brokuła z nową suką BARDZO serio.

1) odbyliśmy ok. 10 spacerów zapoznawczych, każdy trwający minimum godzinę,
2) psy odbyły dwie wspólne wycieczki autem,
3) poprosiliśmy schronisko o udostępnienie nam zamkniętego wybiegu, żeby móc obejrzeć interakcję całej trójki bez smyczy,
4) Brokuła i Chałkę spotykały same fajne rzeczy, kiedy Karma była w pobliżu - najlepsze smaczki, gryzaki posmarowane pasztetem, aporty, zabawy węchowe... całe wesołe miasteczko tylko po to, żeby skojarzyły sobie sukę pozytywnie,
5) Brokuł przez jakieś 2 tygodnie spał na kocyku, który wcześniej miała Karmisia w swojej schroniskowej budzie; Chałka ogółem ma wylane na nowe psy, natomiast z niedźwiadkiem różnie bywa.

No i w końcu przeprowadziliśmy się w dniu adopcji, co miało to znaczenie, że gdyby nie przeprowadzka do domu z ogródkiem, nie zdecydowałabym się na trzeciego psa. Szczególnie w wynajętym mieszkaniu.

Po przeprowadzce Brokuł potrafił atakować Karmę jeszcze przez ponad miesiąc za takie przewinienia jak oddychanie w tym samym pomieszczeniu, wąchanie czy przechodzenie przez przedpokój. Nigdy nie były to jakieś drastyczne walki, ale to dlatego, że Karmel była totalną miękką bułą, oraz - jak okazało się później - była głucha i niewidoma. Tak naprawdę zaakceptował ją dopiero kiedy zobaczył ją nieprzytomną po narkozie, co nim wstrząsnęło, bo koczował przy niej, trącał nosem i od tamtego momentu nawet na nią krzywo nie spojrzał.

Do tego momentu po prostu zarządzaliśmy otoczeniem do maksimum:
1) jedzenie było podawane w osobnych pomieszczeniach, żeby ktoś komuś nie zaglądał do miski,
2) w domu i na ogródku było kilka misek z wodą,
3) psy były rozdzielane w samochodzie, to znaczy niedźwiadek jechał w nogach pasażera z przodu, Karmel z tyłu,
4) starałam się przerywać konflikty zaraz po pierwszym sygnale ostrzegawczym, że Brokuł szykuje się do bitki,
5) psy nie zostawały długo same w tym samym pokoju, a jeśli musiały - Karmisia spała zamknięta w klatce.

I tutaj komentarz teoretyczny. Jeśli pies JUŻ jest w domu i dopiero w tym momencie dociera do nas, że ktoś kogoś nie lubi, a nieszczególnie chcemy oddawać nowego lokatora do schroniska lub szukać dla niego tych niemal mitycznych "dobrych rąk", to trzeba najpierw ustalić z jakiego powodu mamy bójki. Jeśli nie zaobserowaliśmy niczego niepokojącego podczas spacerów zapoznawczych, to już jesteśmy do przodu. Bo to znaczy, że na neutralnym terenie nie było niechęci takiej po prostu.

Na tym etapie musimy stwierdzić kto ma problem. Jeśli pies rezydent - to możemy uznać że problemem jest obrona zasobów. Obrona zasobów nie jest czymś szczególnie karygodnym, po prostu trzeba wyeliminować ryzyko bitki o obiekt pożądania. Jeśli problem ma nowy pies - to powodów może być więcej, na przykład odreagowanie stresu, jakieś złe doświadczenia o których nie wiemy bo to w końcu nasz nowy pies, albo również obrona zasobów.

Kiedy w naszym życiu pojawiła się Karma, problem miał wyłącznie Brokuł do niej, nigdy odwrotnie. Zasobem którego w danej chwili bronił była przeważnie przestrzeń, więc trzeba było nią rozsądnie zarządzać. Jeden pies się odprężał w kuchni, drugi w pokoju, następnego dnia zmiana, potem siedzenie w jednym pokoju razem, ale tak żeby agresor dostawał więcej uwagi i nie był zazdrosny, potem zostawianie psów samych z czymś przyjemnym (typu kong), ale za to z jednym psem w klatce na wszelki wypadek. Nie można oczekiwać że problem zniknie, bo to raczej proces. Zdarzało się tak, że mieliśmy tydzień spokoju i niedźwiadek nawet przychodził spać obok klatki z Karmą, a następnego dnia sprzedawał jej liścia bo się popatrzała na niego czy coś równie bez sensu.

Początki były ciężkie. Na same spacery zapoznawcze przejechaliśmy jakieś 500km, ale było warto. Nie wyobrażacie sobie, jak bardzo warto było przez to przejść i jak obecność Karmy wpłynęła na Brokuła.

Rozdział czwarty - Brokuł, Chałka i Karma poznają Baklavę

Z wprowadzeniem do domu szczeniaka nie mieliśmy żadnego problemu. Brokuł kocha psie dzieci, Chałka po prostu nie chciała mieć z nią wiele wspólnego. Pilnowaliśmy w zasadzie dwóch rzeczy:

1) żeby szczeniak nie rył się dorosłym do miski, bo w końcu dostałaby wciery,
2) żeby szczeniak nie terroryzował starszej suczki, która jednak lubiła sobie pospać i mieć spokój, a nie potrafiła jej przyłożyć.

Rozdział piąty - Brokuł, Chałka i Baklava poznają Florę

Karmisia była łagodną, starszą suczką. Flora w opisie miała mniej więcej te same cechy, a na spacerach zapoznawczych wszystko było okej, więc dość szybko zdecydowałam się by dać jej dom. Tyle tylko że w warunkach domowych okazało się, że Flo ma poważne deficyty jeśli chodzi o komunikację z innymi psami i nie radzi sobie w sytuacjach, kiedy jej psie towarzystwo ma EMOCJE.

W praktyce oznacza to, że z flegmatyczną Chałką szybko się dogadały, Baklava szybko się wycofywała na pierwsze sygnały ostrzegawcze więc nie było problemu, ale Brokuł podniósł parę razy rękawicę i moje kundle się starły. Nie doszło do jakichś poważnych pogryzień, ale sytuacja jest o tyle problemowa, że Flo potrafi naskoczyć na Brokuła za to, że leży w złym miejscu i się cieszy albo podchodzi do mnie, a ona też chce podejść do mnie, ale on jej przeszkadza ponieważ powody. Nie ma znaczenia, czy są w domu, na ogródku czy całkowicie neutralnym terenie, Flora jest całkiem niezła w znajdowaniu powodów żeby komuś przylać, bo inne psy się bawią, a ona tego nie rozumie i myśli, że trzeba komuś sprzedać lepę na ryj.

Nie chcę oddawać jej za to, że poprzedni właściciel położył lachę na jej socjalizacji, bo była tylko psem do kojca. Szczególnie, że zachowanie Brokuła było dość podobne, po prostu nigdy na taką skalę. Co więc robimy.

1) psy chodzą na spacery w parach, każdego dnia ktoś inny wychodzi z Florą i obserwujemy w jaki sposób można polepszać relację Flo z danym psem. W przypadku Chałki i Baklavy oznacza to swobodny spacer, często bez smyczy, wspólne węszenie za smaczkami i wspólne ćwiczenie odwołania (nie ma spin, więc psy mogą oba być blisko mnie bez ryzyka pogryzienia). Jeśli chodzi o relację z Brokułem gdzie ryzyko starcia się jest większe, oba idą głównie na smyczach, albo jeden pies na smyczy drugi luzem. Razem są spuszczone tylko jeśli mam duży teren i Brokuł już spuścił parę aportami i bieganiem, alternatywnie jeśli idziemy z Narzeczonym i mam drugą osobę do pomocy. Gdyby szły luzem na tym etapie, kiedy Brokuł jara się aportowaniem i pierwszym wybieganiem, najpewniej Flo skoczyłaby z zębami na Brokuła za to, że ma EMOCJE związane z piłką.
2) psy dostają swoje podstawowe posiłki oddzielnie. W tym momencie Chałka, Baklava i Flo mogą jeść jednocześnie, ale Flo i Brokuł to może nie być najlepszy pomysł, ponieważ oboje są silnie zmotywowani na żarcie. Jednocześnie dostają gryzaki albo kongi, gdzie mam możliwość zareagowania gdy ktoś skończy pierwszy i mógłby próbować zabrać komuś innemu. O ile Flo, Chałka i Baklava mogą razem węszyć za smaczkami, nie robimy takich zabaw dla Flo i Brokuła, ponieważ a) Brokuł ma EMOCJE, a EMOCJE ją wkurzają, b) mogłyby się pobić o jednego smaczka w trawie. Rzecz w tym, żeby dobrać wspólne aktywności tak, by oba psy korzystały, ale w bezpiecznej odległości od siebie.
3) eksperymentujemy z samodzielnym zostawaniem w domu. O ile Chałka i Flo mogą już zostać w domu razem bez żadnych barier czy klatek, tak gdy Baklava i Chałka są na spacerze, Brokuł i Flo odprężają się w jednym pokoju, przy czym Flo obowiązkowo w klatce. Ten stan może się utrzymywać jeszcze tygodniami, może miesiącami, może na zawsze. Brokuł potrzebował PONAD ROKU, żeby zrozumieć że psów które się bawią nie trzeba rozgramiać ani gonić z wściekłym ujadaniem, a nie był aż tak reaktywny jak Flo. Dla Flo za dużo emocji u innego psa to biegnięcie pięć metrów obok - to już ją wkurza. Albo dyszenie - też trzeba gagatka uspokoić. Nagradzamy Flo za spokojne leżenie w klatce, kiedy inne psy się bawią. Nie musi się z nimi bawić, ale nie może w nie wjeżdżać jak taran i uspokajać towarzystwo na własną rękę.
4) zauważyliśmy, że Flora czuje się najbardziej komfortowo w kuchni. Pokój, gdzie większość czasu spędzają psy, jest dla niej terra incognita i nie podoba się jej tam. No to sorry Flo, ale nie możemy ci na to pozwolić. Rzecz w tym, że mogłaby w pewnym momencie uznać, że kuchnia to jej teren, skoro na początku siedziała w nim sama i, nie daj paniedogu, bronić jej przed resztą grupy. W związku z tym robimy zmiany - czasami siedzi w kuchni sama, czasami z Chałką, potem w pokoju z Baklavą, potem w pokoju sama, potem w pokoju ze wszystkimi i tak w kółko i dość losowej kolejności. Zdecydowanie WOLI być w kuchni, podobnie jak Brokuł WOLI być w swoim kennelu w pokoju, ale nie może się zafiksować na jedno miejsce z uwagi na problemy jakie robi.

Podsumowanie

Przede wszystkim zawsze zróbcie minimum jeden spacer zapoznawczy zanim zdecydujecie się na nowego psa. Spróbujcie też przewieźć je razem autem i w miarę możliwości poobserwować ile się da. Wiele rzeczy wyjdzie dopiero w praniu w domu, ale jeśli psy nie nienawidzą się od pierwszego wejrzenia, szanse na ich koegzystencję są większe.

Pamiętajcie, że nowy pies, szczególnie jeśli to dorosły osobnik ze schroniska, ma swoją przeszłość i zwiazane z nią problemy. W naszym przypadku to nie jest wina Flory, że spędziła całe życie w koszmarnym kojcu i ma oczywiste braki jeśli chodzi o komunikację z innymi psami. Trzeba to przepracować i niestety nie zawsze będzie tak, że pieski się od razu pokochają i będą spać wtulone w siebie jak na stockowym zdjęciu.

Metody awersyjne podczas łączenia dwóch psów mogą nie być najlepszym rozwiązaniem, bo psiaczek A lub B może zacząć kojarzyć, że jak widzi kolegę to spotyka go coś przykrego. Naprawdę dużo więcej można ugrać szkoleniem pozytywnym. Pozytywnym to nie znaczy wciskanie rzucającym się na siebie psom smaczków do paszczy, ale nagradzanie spokojnego zachowania i aranżowanie wspólnych relaksujących czynności takich jak memłanie gryzaka czy wylizywanie kongów. Podbijanie emocji "wspólnym" aportowaniem jednej piłki to niekoniecznie jest najlepszy pomysł.

Kennel klatka to dobry pomysł, żeby uniknąć pogryzień i spin.

I w końcu racjonalnie wybierzcie tego kolejnego psa. Karma sprawiła, że Brokuł bardzo złagodniał, ale wybór tego konkretnego psa był dość pragmatyczny. Wiedzieliśmy, że musimy wziąć staruszka, maksymalnie uległego i najlepiej sukę. Gdybym zapragnęła mieć w domu owczarka niemieckiego w sile wieku, może jeszcze niekastrowanego, nie wiem czy udałoby mi się odnaleźć wszystkie kawałki moich psów.

Comments

Popular Posts