Życie z psem aktywnym (nie TURBOaktywnym, ale dość aktywnym)



Kiedyś już o tym pisałam, że kiedy układaliśmy w naszych głowach wzorzec pieska do ewentualnej adopcji, to z jakiegoś powodu wymyśliliśmy, że mały gabarytowo staruszek to dobry pomysł. Szybko się okazało, że staruszki przeważnie mają w pakiecie choroby o których nigdy nie słyszeliśmy i które mocno mnie zestresowały, a spacer z niewidomym psem uświadomił mi, że nie mam pojęcia co tak właściwie robię. I tak właśnie wyszliśmy ze schroniska z pchlarzem - włochatym, około czteroletnim kundlem, który po domyciu i odkarmieniu, okazjonalnie acz z dużymi sukcesami uchodzi za owczarka belgijskiego groenendael (nazwa, którą muszę sprawdzić za każdym razem i nie mam pojęcia jak to się czyta i odmienia).

Po pierwszym spacerze zaraz po adopcji (jakieś pięć kilometrów dookoła dzielnicy) pies padł. Następnego dnia po podobnej kilometrażowo pętli zwymiotował i od tego dnia zaczęła się nasza walka o normalne trawienie, która trwała jakieś dwa tygodnie. Na początku robiliśmy mu spacery takie na 4-5 kilometrów (trzy krótkie, jeden długi, właśnie ten 4-5km, w ciągu dnia), ale ponieważ przed pojawieniem się psa mało i rzadko spacerowaliśmy, to nie umieliśmy stwierdzić, czy to dużo czy nie. Głównie dreptaliśmy miarowo z kundlem przyklejonym do nogi, bo pchlarz miał niską potrzebę eksploracji, nie chciał niczego niuchać, nie interesowały go inne psy ani w ogóle cokolwiek, nie ciągnął, no i wydawał się zadowolony z dreptania. Dostał też gryzaka typu kong, ale nieszczególnie go ogarniał.

Pewnego dnia pchlarz odkrył piłkę i to była MIŁOŚĆ, miłość od pierwszego wejrzenia. W zasadzie piłka od początku leżała obok kennela, ale ponieważ pies omijał nasze rzeczy i niczego nie dotykał, zauważył ją dopiero, kiedy niechcący potrącona zaczęła się toczyć po podłodze. Na spacerach przynosił tę piłkę i aportował jakby jutra miało nie być. Im dłużej aportował, tym lepszą miał formę. Im lepszą miał formę, tym dłuższe robiliśmy spacery. Potem dołączyła do nas sunia, która na smyczy była bardzo smutnym pieskiem, ale bez smyczy biegała jak oszalała. W pewnym momencie moje Endomondo pokazało mi, że robimy przeciętnie ok. 7 kilometrów dziennie. Przeciętnie dlatego, że w niektóre dni zdarzało się 15, a czasami tylko 3-4, ale za to z większym natężeniem sztuczek, aportowaniem lub pływaniem. Kiedy pchlarz zaczął pływać, ograniczyliśmy aport ale za to różnicowaliśmy teren pod aportowanie (zaimponował mi, aportowując w dół i górę zaspy na wale), wprowadziliśmy zabawy węchowe i w pewnym momencie dotarło do mnie, że ponieważ mam do dyspozycji masę świetnych terenów to lubię te spacery i tak jak kiedyś robiłam 50-70 kilometrów na rowerze, tak żeby się przejechać przed snem, tak teraz dużo chodzę.


Czy mój aktywny pies niszczy / sieje chaos w mieszkaniu?

Nie, moje psy w mieszkaniu głównie śpią. Okazjonalnie organizuję im krótkie sesje sztuczek albo chowanie smaczków / zabawę z matą węchową, ale jakieś 99% aktywności organizuję im na zewnątrz. Nawet jeśli dany dzień jest dla nich bardziej leniwy, nie zdarzyła mi żadna demolka, aczkolwiek widzę wtedy, że pierwszy porządny spacer po przerwie jest bardzo emocjonalnym przeżyciem. Od kiedy mieszkamy w domku psy nie zmieniły swoich przyzwyczajeń - wypoczywają w domu, na zewnątrz wychodzą tylko na spacer lub trening. Nawet jeśli ja sama siedzę na dworze, psy wolą być w pokoju.

Ile trwa przeciętny spacer z moimi psami?

Przeciętnie 1,5 godziny. W dni w które mam dużo pracy, wychodzimy na szybki, skondensowany spacer z obowiązkowym aportem dla pchlarza, ponieważ to jego ulubiona aktywność, która pomaga mu spuścić trochę pary. Zajmuje mi to 30 do 45 minut. W bardziej leniwe dni chodzimy nawet 3-5 godzin, ale wtedy w dużo spokojniejszym tempie, z przerwami, czasami po prostu siadam w jakimś ładnym miejscu i daję psom gryzaka do pomemłania. Przy czym zanim pojawiły się psy, spędzałam tyle czasu na rowerze, więc zmienił się rodzaj aktywności, nie poświęcany na nią czas. Z zasady niewiele chodzimy w dni deszczowe, więc wtedy zdarzają się tylko trzy krótkie wyjścia na załatwienie potrzeb i powrót.

Jak wybieram trasę?

Podstawowe kryterium to - mało ludzi. Poza sezonem dużo korzystaliśmy z plaży, poza tym dużo chodzimy na pola, ogółem Żuławy dawały nam bardzo wiele możliwości. W Beskidach stresuje mnie trochę populacji żmij, więc na razie dopiero eksplorujemy teren, ale miejsca gdzie jest dużo rowerzystów, samochodów czy spacerowiczów raczej odpadają.

Jak odżywiam aktywnego psa?

Pchlarz i sunia dostają jedną porcję jedzenia na śniadanie o objętości ok. 2-3% ich masy. Obydwa są karmione według modelu BARF. Nie mieszam ze sobą pulpy owocowowarzywnej z mięsem, więc przeważnie jest to posiłek złożony z mięsa, mięsnych kości i podrobów, raz na ok. dwa tygodnie jest to posiłek roślinny. Poza tym dostają smaczki od Carnilove w trakcie ćwiczeń oraz dodatkową porcję po wyjątkowo intensywnym treningu (ma ona 1/2 lub 1/3 objętości porannej porcji). Utrzymujemy ich masę na tym samym poziomie, żeby nie obciążać stawów. Nie stosuję żadnej dodatkowej suplementacji. 

Comments