Przepraszam, że mam psa



Ot, kurtuazyjna rozmowa w osiedlowym sklepie. Pani za ladą mówi, że taka piękna pogoda, ja się zgadzam i dodaję, że pojedziemy z psami na plażę bo od maja w Sopocie obowiązują ograniczenia, więc trzeba skorzystać wcześniej. Wtedy pani mówi, że no raczej ograniczenia, bo ludzie chcą sobie w spokoju poleżeć na piasku i że niby czemu miałyby między nimi biegać jakieś psy. Ja się zgadzam, że jak najbardziej, ludzie podczas urlopu chcą sobie w spokoju powypoczywać na plaży i niby czemu mam znosić cudzego grilla, o przepraszam grylla, puszki po piwie rzucane obok kosza i dzieci sikające na wydmie, bo dwa złote za toaletę to dla ich starych rozbój w biały dzień.

Napięcie rośnie, bo właśnie porównałam czyjegoś bombelka do brudnego pchlarza. Czekam na ripostę, która nigdy nie następuje, ale pewno nastąpiła jak już wyszłam ze sklepu, bo nie w twarz tak jakoś łatwiej.  


Właściciele psów mają całą masę obowiązków, z których coraz częściej i coraz lepiej się wywiązują. Mam na myśli sprzątanie po psach, z którym sporo osób radzi sobie całkiem nieźle. (A jeśli chodzi o załatwianie się na plaży, to częściej widzę sprzątających opiekunów psów niż sprzątających opiekunów dzieci defekujących cichaczem w krzakach, bo przecież kupa dziecka to nie kupa tylko element krajobrazu.) Jeśli wchodzimy z psem do restauracji, to musimy nad nim panować dużo lepiej niż panują nad samymi sobą niektórzy jowialni panowie. Jazda komunikacją miejską zakłada przestrzeganie całej masy przepisów, które rzadko są ignorowane "na bezczela". Jeśli jadę z psami na urlop, w każdym miejscu w którym śpimy musimy przeważnie dopłacić za psa, ale też pilnować żeby nie psuł innym wypoczynku. Ta zasada rzadko dotyczy ludzi robiących sobie śmierdzącego grilla na wspólnym tarasie albo drących mordę po ciszy nocnej. W zeszłym tygodniu spaliśmy w wyjątkowo psiolubnym schronisku na Turbaczu. W jadalni psy dostały mocnego gryzaka, żeby były jak najmniej widoczne dla otoczenia, na spacer wychodziliśmy szybko i jak najdalej od okien, wycieraliśmy łapki z błota i w ogóle bardzo się staraliśmy, ale i tak się nie wyspałam, bo jakaś ludzka pierdoła postanowiła zwrócić innym ludziom uwagę że za głośno rozmawiają wrzaskiem "zamknąć ryje opijusy". 

W zasadzie to mam wrażenie, że psiarze pełnią rolę jednej z kilku grup społecznych, na których można sobie kolektywnie ponarzekać, niezależnie od tego co faktycznie robią lub nie robią. Ktoś kiedyś widział jednego właściciela psa, który nie posprzątał po psie, ale nie ogarnął, że większość psiarzy sprząta. Ktoś ma sąsiadkę, której pies szczeka z balkonu, i na tej podstawie uważa, że połowa psiego osiedla drze się całą noc. Pani ze sklepu codziennie styka się z masą upierdliwych ludzi, którym coś nie podoba, nie taki chleb, a po ile te bułki, a za dużo mi pani tego ciasta ukroiła, a poproszę tego pączka ale czwartego od lewej, nie nie tego, tego obok, o tego tak, ale i tak wychodzi z założenia, że pies na plaży jest bardziej uciążliwy od setek plażowiczów, którzy uważają że cały Sopot powinien się dostosować do ich wyobrażeń o uropie.

Z zasady próbuję utrwalać pozytywny wizerunek psiarza i gram według ustalonych reguł, ale tego się nie da wygrać. Jeśli nie mam pieska, którego ewentualnie mogę schować do torebki, to zawsze będę narzucać innym obecność mojego psa ewentualnie znęcać się nad nim, bo poleży pół godziny pod stołem kiedy ja spokojnie zjem, kiedy on by wtedy wolał pewno biec ze sforą przez pola, a jak powszechnie wiadomo, inne osoby najlepiej wiedzą co lubi a czego nie lubi cudzy pies.


Jeszcze jedna uwaga. Posiadanie psa bardzo wyczuliło mnie na potrzeby innych ludzi. Kiedyś miałam dużo bardziej radykalne wyobrażenia o moich domniemanych prawach, to znaczy jeśli poszłam do kawiarni posiedzieć z książką, to nie życzyłam sobie, żeby jakiś bachor biegał po lokalu ewentualnie krzyczał do matki z dziesięciu metrów. Posiadanie psa bardzo mnie złagodziło, jako osobę. Małe dzieci płaczą, starszym dzieciom zdarza się głośno bawić (do tego mam pod blokiem duży plac zabaw i ani jednego toi-toia, więc nie jest tajemnicą, że te wszystkie dzieciaki odsikują mi się pod oknami), starsi ludzie czasami potrzebują pomocy żeby coś ogarnąć, do tego w tkance miejskiej żyją też ludzie których zapach wskazuje na oszczędzanie na kąpieli, a w piątek wieczorem moi sąsiedzi lubią sobie zrobić imprezę z muzyką, która jest bardzo nie w moim guście, ale za to gośno. Tym ludziom nie przeszkadzają moje psy, chociaż suka wyje kiedy przejeżdża karetka na sygnale, więc ja też mogę wyluzować z oczekiwaniami wobec reszty świata.

Comments

Popular Posts